ARRIFLEX 435 i ALEXA Mini LF na jednym planie. Tak powstał „Heart of the Beast” Davida Ayera — survivalowy thriller z Bradem Pittem jako byłym operatorem Navy SEALs, uwięzionym w alaskańskiej głuszy z emerytowanym psem bojowym. Za Alaskę robiła Wyspa Południowa Nowej Zelandii, a zdjęcia realizował nagrodzony Oscarem Mauro Fiore („Avatar”, „Dzień próby”).

Według opublikowanej specyfikacji technicznej materiał powstawał równolegle w ARRIRAW i na taśmie Kodak Vision3 250D 5207 w formacie Super 35 z przesuwem 3-perf. To nie pojedyncza scena kręcona analogowo dla efektu, lecz dwutorowy zestaw prowadzony przez całą produkcję w terenie, który nie wybacza błędów sprzętowych.

Dlaczego akurat te dwa korpusy

ARRIFLEX 435 to kamera zaprojektowana pod zdjęcia o zmiennej częstotliwości. Dane producenta powtarzane przez wypożyczalnie mówią o zakresie 1–150 kl./s w przód i w tył, a w wersjach Advanced i Xtreme od 0,1 kl./s. Migawka w modelach innych niż manualny reguluje się płynnie od 11,2° do 180°, również w trakcie pracy kamery. Mechanizm obsługuje przesuw 3- i 4-perf, mocowanie jest typu PL, masa korpusu bez kasety to 6,5 kg. Dla thrillera survivalowego liczy się głównie jedno: 150 kl./s i płynna migawka dają kontrolę nad rozmyciem ruchu bez osobnej kamery zwolnionej.

ALEXA Mini LF wnosi drugą stronę zestawu. Sensor ALEV 3 A2X ma 4448 × 3096 fotodiod, mierzy 36,70 × 25,54 mm i wymaga koła obrazu 44,71 mm — tę liczbę warto zapamiętać, bo wróci przy optyce. Korpus z mocowaniem LPL waży 2,6 kg, a ARRIRAW i Open Gate nie wymagają licencji.

Kodak Vision3 250D w plenerze

Wybór emulsji nie jest przypadkowy. Karta techniczna Kodak Vision3 250D 5207 podaje EI 250 przy świetle dziennym 5500 K oraz EI 64 przy żarówce 3200 K z filtrem WRATTEN 80A. Przy HMI czułość pozostaje na poziomie 250 bez filtra — w plenerze doświetlanym HMI to oszczędza stopień światła.

Kodak deklaruje dwie rzeczy istotne w zmiennym świetle: technologia Dye Layering ma zmniejszać ziarno w cieniach, a Sub-Micron Technology daje dwa stopnie rozszerzonej latitude w światłach. Jest też przestroga z tej samej karty: przy tradycyjnym 10-bitowym kodowaniu danych skanera część informacji ze świateł może przepaść. Rozszerzona latitude nie przenosi się do postprodukcji sama z siebie.

Optyka: co widać na zdjęciach z planu

Pełnej listy obiektywów nie opublikowano. Na fotografiach z planu widać jednak dwie rzeczy. Ayer obsługuje ARRIFLEX 435 z 50-milimetrowym sferycznym obiektywem Panavision T1.4, którego oznaczenia na tubusie odpowiadają serii Panaspeed. Na ALEXA Mini LF widoczny jest zoom kinowy z czerwonym oznaczeniem „30–300″, odpowiadający Canon CN-E 30–300 mm T2.95–3.7 L SP. Obie identyfikacje są rozpoznaniem wizualnym, nie potwierdzonym creditem — i tu zaczyna się rzecz najciekawsza technicznie.

Panaspeedy to obiektywy wielkoformatowe. Panavision podaje ich zgodność z kamerami taśmowymi i cyfrowymi 35 mm oraz wielkoformatowymi wyposażonymi w mocowanie SP70. Standardowy ARRIFLEX 435 ma mocowanie PL, więc taki zestaw wymagałby kamery skonfigurowanej pod SP70. Optycznie problemu nie ma — obiektyw kryjący pełną klatkę bez trudu obsłuży kadr Super 35.

Z zoomem Canona jest odwrotnie. Producent opisuje CN-E 30–300 jako konstrukcję do sensorów APS-C i Super 35, w mocowaniu PL, o masie 5,8 kg. To obiektyw kryjący Super 35, a nie koło obrazu 44,71 mm, którego wymaga pełny tryb wielkoformatowy Mini LF.

Wniosek jest prosty i praktyczny: jeżeli identyfikacja obiektywu jest trafna, ujęcia z tym zoomem musiały powstać w jednym z trybów Super 35 kamery. ARRI udostępnia je od SUP 7.0 — największy to ARRIRAW 3.4K S35 3:2. Wielkoformatowy korpus pracuje wtedy w rozdzielczości S35. Do tego dochodzi adapter, bo Canon jest w PL, a Mini LF standardowo w LPL.

Czego produkcja nie ujawniła

Materiał opiera się na opublikowanej specyfikacji technicznej i na zdjęciach z planu. Nie ma tu niezależnego pomiaru ani wywiadu z autorem zdjęć, więc kilka rzeczy pozostaje otwartych.

Dlaczego to istotne dla studentów i małych ekip

Pierwsza rzecz to sposób myślenia o zestawie. Ta produkcja nie wybrała nośnika — wybrała dwa i przypisała każdemu zadanie. Na mniejszą skalę ta sama logika działa z dwoma korpusami cyfrowymi o różnych sensorach.

Druga jest twardsza i dotyczy każdego, kto zestawia optykę z korpusem: pokrycie obiektywu trzeba sprawdzić przed zdjęciami, nie na planie. Zoom Super 35 na korpusie wielkoformatowym oznacza pracę w trybie kadrowanym i utratę rozdzielczości względem pełnej klatki. Obiektyw wielkoformatowy na kamerze 35 mm to sytuacja odwrotna i bezpieczna. Te dwa przypadki wyglądają podobnie na papierze i zupełnie inaczej w kadrze.

Trzecia dotyczy postprodukcji. Ostrzeżenie Kodaka o 10-bitowym skanowaniu przypomina, że latitude wywalczona na planie ginie przy złych ustawieniach skanera. Kto kręci na taśmie, ustala parametry skanowania przed zdjęciami, a nie po.

Szerszy kontekst opisywaliśmy w tekstach o tym, dlaczego Spielberg i Kamiński wciąż wybierają taśmę 35 mm oraz dlaczego najwięksi reżyserzy wracają na taśmę filmową.

Źródło: Y.M.Cinema Magazine — „Brad Pitt’s «Heart of the Beast» Was Shot on ARRIFLEX 435 and ALEXA Mini LF, Paired With Canon and Panavision Lenses”; karty techniczne ARRI, Kodak (H-1-5207), Canon i Panavision.